Dwa słowa o naszej centralnoazjatyckiej diecie, dzięki której już w ciągu pierwszych tygodni odrobiliśmy kilogramy, utracone przez wcześniejsze półtora roku podróży. Kirgistan i Tadżykistan, które to państwa mieliśmy przyjemność poznać zdecydowanie lepiej i w szerszym kontekście społeczno-kultorowym, były przygodą w oparach baraniej samsy i smakach domowego płowu. Szczególnie tego ostatniego nawcinaliśmy się w dziesiątkach kilogramów. To płow otworzył też liczne drzwi w trakcie naszych badań wokół społeczności Luli pod kirgiskim Oszem, w Chodżencie nad Syrdarią i na przedmieściach tadżyckiej stolicy - Duszanbe. Te dwa słowa należą mu się zatem jak psu buda.
"ETNO" REFLEKSJE
(93)
"LP" - niekoniecznie
(4)
alkohol
(4)
ARMENIA
(1)
AUTOSTOP
(29)
AUTOSTOPEM DO CHIN
(8)
bajka
(1)
BANGLADESZ
(9)
BORNEO
(2)
BRUNEI DARUSSALAM
(1)
CHINY
(25)
depresja
(1)
DZIWADŁA AZJATYCKIE CZY DZIWNY TURYSTA
(6)
festiwal
(2)
FILIPINY
(6)
FILMY
(3)
FINANSE
(4)
FOTORELACJE
(50)
FRYZJER
(3)
fura
(8)
FURĄ PO KIRGISTANIE
(6)
gazeta
(1)
giełda samochodowa
(5)
gołębie
(1)
GRUZJA
(3)
herbata
(1)
HONG KONG
(3)
hotel
(3)
INDONEZJA
(22)
jedzenie
(5)
języki
(1)
KAMBODŻA
(5)
kapurung
(1)
karaluchy
(1)
KARTA PLANETA MŁODYCH
(3)
karty i bierki
(1)
kawa
(4)
KAZACHSTAN
(7)
kible
(1)
Kielce
(1)
KIRGISTAN
(24)
kocury
(2)
kolej
(9)
KOSZTY
(37)
kowalski w podróży
(19)
LAOS
(12)
ludzie
(80)
LULI
(5)
MAKAO
(1)
MALEZJA
(13)
mandaty
(1)
marszrutka
(1)
mądralowanie
(4)
miejsca
(64)
MJANMA (BIRMA)
(12)
MOŁDOWA
(1)
MONGOLIA
(9)
monk sandals
(1)
my turysty
(26)
nieśmiertelny pułk
(1)
nikiel
(2)
nóż
(1)
ODDAWANIE KRWI
(3)
pieregońszczyki
(3)
płow
(1)
policja
(3)
POLSKA
(4)
PRAKTYCZNIE
(85)
projekt badawczy
(2)
przygotowania przed wyjazdem
(7)
ROSJA
(20)
ryż
(1)
selfie
(1)
SINGAPUR
(3)
slow travel
(40)
slow turystyka
(11)
słonecznik
(1)
small talk
(7)
sprzedaż samochodu
(3)
sprzedaż samochu
(1)
straty w drodze
(2)
street art
(2)
styl życia
(34)
Sulawesi
(1)
sytuacje
(50)
szok
(5)
ślub
(5)
TADŻYKISTAN
(2)
TAJLANDIA
(27)
talizmany
(2)
targ zwierząt
(1)
telefon
(1)
tolerancja w drodze
(20)
tradycja
(8)
transport
(31)
transsib
(3)
trekking
(4)
UBEZPIECZENIE
(2)
walki kogutów
(2)
wielki brat patrzy
(2)
WIETNAM
(9)
WIZY
(7)
wskazówki
(22)
wydarzenia
(7)
Z INNEJ BECZKI
(58)
zakup samochodu
(4)
zestawienia
(4)
życie
(32)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sytuacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sytuacje. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 kwietnia 2017
sobota, 7 stycznia 2017
Przejmująca cisza na arenie kogutów
Inspirującym
wstępem do tajemniczego, ale jakże i wciągającego świata walk kogutów może być
esej amerykańskiego antropologa Clifforda Geertza Deep play: notes on the Balinese cockfight. Autor artykułu zawęził,
co prawda, pole badawcze do balijskich walk kogutów, nie zmienia to jednak
faktu, że dawka wiedzy, jaką z owych obserwacji możecie wyciągnąć, pozwoli wam już
na wstępie zminimalizować początkową odrazę wobec krwawych igrzysk. I nie
chodzi w tym miejscu o wasze zobojętnienie na krzywdę i śmierć dziesiątków
walecznych gladiatorów. A na podobne ilości kurzych trupów należy nastawić się
przy każdej z imprez masowych tego typu. Poprzez własne analizy, autor jedynie wyczula
nas na rzeczywistość zakątka odległego o tysiące kilometrów od zachodnich
standardów. A należy mieć na uwadze, że walki kogutów to aktywność bardzo
popularna w wielu miejscach świata i będą nam one towarzyszyć nie tylko na
indonezyjskim Bali.
poniedziałek, 17 października 2016
Jak sprzedać samochód w Kirgistanie. Epilog
Sprzedana!
Biuro notariusza opuszczaliśmy z lżejszym sercem. Vectra
powędrowała w nowe ręce 28 września, czyli na dwa dni przed
naszym planowanym powrotem do Polski. Teraz, z zastrzykiem gotówki w
kieszeni, mogliśmy już bez przeszkód zaplanować wycieczkę na
największe targowisko w Kirgistanie, a prawdopodobnie również
największe w całej Azji Centralnej, bazar Dordoy.
Etykiety:
fura,
FURĄ PO KIRGISTANIE,
giełda samochodowa,
KIRGISTAN,
ludzie,
PRAKTYCZNIE,
slow travel,
sprzedaż samochodu,
sytuacje,
tolerancja w drodze,
wskazówki,
życie
wtorek, 27 września 2016
Własną furą po Kirgistanie ciąg dalszy kontynuacji ciągu dalszego
Przełęcze pokonaliśmy dość sprawnie.
Ciemności złapały nas dopiero w połowie zjazdu, już po
najgorszych serpentynach. Jazda z prawie sprawnymi hamulcami zrobiła
jednak swoje. Wyłaziło z nas zmęczenie. Do tego wszechobecny kurz
i ta drażniąca skłonność kirgiskich kierowców do jazdy na
włączonych długich światłach! Z przyjemnością przywitaliśmy
bramki kontrolne (na trasie Osz – Biszkek znajdziemy dwa punkty z
bramkami jak na autostradach). To punkty opłat (wysokość opłaty
zależy od rejestracji samochodu. Jeśli samochód zarejestrowany
został w Kirgistanie, płacimy mniej, jeśli samochód ma
rejestrację zagraniczną – płacimy więcej. My jeździmy na
blachach lokalnych, więc na bramkach potraktowano nas jak
miejscowych). I teraz tak: nie zgubmy potwierdzenia uiszczenia
opłaty, które otrzymaliśmy przy bramkach. Trzeba ten kwitek okazać
przy bramkach wyjazdowych. Jeśli go zgubimy, zażądają od nas
ponownego uiszczenia opłaty za przejazd całego odcinka. Rzecz
jasna, zdarzają się wyjątki, co też miało miejsce w naszym
przypadku, bo zdążyliśmy gdzieś posiać nasz paragon. Dorota
bardzo poprosiła pana kontrolera o niepobieranie ponownej opłaty i
ten otworzył bramki. Kochany!
Etykiety:
fura,
FURĄ PO KIRGISTANIE,
KIRGISTAN,
kowalski w podróży,
ludzie,
mandaty,
policja,
slow travel,
sytuacje,
tolerancja w drodze,
życie
czwartek, 22 września 2016
Własną furą po Kirgistanie kontynuacja ciągu dalszego
Jak tylko zrobiła się poranna szarówka
(pod koniec sierpnia słońce w Dżalalabadzie zaznacza swoją
obecność jakoś po 6:00 rano), spakowaliśmy manatki i z wałem
korbowym i jego nowym korpusem pod pachą wyskoczyliśmy na
sprawdzone miejsce do łapania autostopu. Lecz,
zanim tam dotarliśmy,
podjechał do nas młody chłopak, pytając gdzie jedziemy. Chciał
1.000 somów za naszą dwójkę (jechaliśmy do Toktogula, czyli 300
km), my zaproponowaliśmy 500 somów i stanęło na naszym. W końcu
facetowi i tak było po drodze, a nam zależało na dostarczeniu
części przed południem. Po 12:00 zaczyna się tutaj przerwa
obiadowa i istniało realne zagrożenie, że naprawa opla przeciągnie
się do późnego popołudnia a wtedy musielibyśmy gdzieś po drodze
kiblować kolejną noc. Przejazd nocny po przełęczach odpadał, bo
zdawaliśmy sobie sprawę z własnej niemocy w przypadku ewentualnych
„humorków” samochodu. Tam na górze, z masterem
– mechanikiem nie będzie już tak lekko.
piątek, 16 września 2016
Własną furą po Kirgistanie ciąg dalszy
Udało się nam dojechać na parking
czajchany
(czyli takiej centralnoazjatyckiej
jadłodajni) jakieś 50 kilometrów
przed Toktogulem. Udało się
to wyjątkowo dobre słowo, bo zdążyliśmy podjechać pod jedno
wzniesienie a już przy zjeździe zapaliły się dwie czerwone
kontrolki i jedna żółta, po czym silnik momentalnie przestał
działać. Szczęśliwie, jakiś kilometr wcześniej warsztat
prowadził jeden mechanik samochodowy. Po krótkich objaśnieniach
sytuacji, podholował nas do siebie i zabrał się do otwierania
maski.
środa, 14 września 2016
Własną furą po Kirgistanie
Papierkowe formalności załatwione.
Bagażnik spakowany. Można ruszać! I tak wyruszyliśmy w naszą
dziewiczą podróż po Kirgistanie własnym samochodem. Pierwszy
odcinek Osz – Cholpon-Ata (nad jeziorem Issyk-kul) przez Biszkek
(około 1000 kilometrów), miał być lajtowym przeżyciem. W końcu
wszystkie przełęcze z ich ostrymi podjazdami i równie ostrymi
zjazdami oraz serpentynami opisaliśmy na swojej aplikacji maps.me
już w grudniu 2015 i aktualizowaliśmy w kwietniu 2016. Co jak co,
ale tę drogę znamy jak własną kieszeń. Poza tym jest teraz
koniec lata. Zamiast śniegu i lodu przełęcze pokrywa trawa o wielu
odcieniach i twarzach. Wicher niby dalej wieje, ale na przełomie
sierpnia i września jakoś nam nie przeszkadza. Wszędzie pasą się
krowy, owce no i, rzecz jasna, stada koni. Na trasie z Osza do
Biszkeku prym w tym względzie wiedzie Dolina Suusamyr, która do
kwietnia włącznie stanowiła kompletne pustkowie – w grudniu
całkowicie biała, a w kwietniu nabierająca nieco zieleni. Teraz
pod koniec sierpnia poznaliśmy jej komercyjne oblicze. Kumys
i kurut
o różnej wielkości kolejno wylewają się i wysypują z tutejszych
kramików i przyjurtowych straganików. Specyficzny charakter droga
zyskuje również dzięki dziesiątkom jurt, po których zimą
najmniejszy ślad nie zostaje. Tylko jakieś szkielety gdzieniegdzie
lub rozklekotany barak. Letni przejazd z Osza do Biszkeku powinien
stanowić przyjemność dla zdrowia (patrz kumys
i kurut)
i przyjemność dla ducha (patrz klimatyczne widoczki na przełęczach,
wschody i zachody słońca etc).
sobota, 20 sierpnia 2016
Small talk, czyli małe-duże rozmowy
Znaczną część tej podróży
odbyliśmy w krajach, gdzie za rozmowę musiały nam wystarczyć
gesty, uśmiechy i wydukane frazy z google translatora. Ta sytuacja
zmieniła się radykalnie po wjeździe do Kirgistanu. Nagle wpadliśmy
w euforię z tak prozaicznego powodu jak wspólna płaszczyzna
językowa. Ale z drugiej strony nasza chęć rozmowy spełzłaby na
niczym, gdyby nie otwartość rozmówców, którzy, może nawet
bardziej niż sami Brytyjczycy, uwielbiają small talki do tego
stopnia, że nie przeszkadza im ani mróz, ani uciekający autobus,
ani status społeczny. Niektórzy nawet uciekają się do niezłych
forteli i podstępów – czego się nie robi, żeby sobie pogadać?
wtorek, 26 lipca 2016
Slow Travel, czyli Bartek zap...dala
Jak to mówił pan
Jourdain w molierowskim
dramacie „Mieszczanin szlachcicem”: „U licha! już przeszło 40
lat mówię prozą,
nic o tym nie
wiedząc ”, tak i my nie wiedzieliśmy, że uprawiamy tzw. slow
travelling,
a według przedostatniego
„Newsweeka” tak właśnie jest. Tak czy tak, idea jest słuszna i
chyba pozytywna, więc dlaczego nie?
ps. na prośbę wielu osób, chodzi o Newsweeka nr 30/2016, 18-24.07.2016
ps. na prośbę wielu osób, chodzi o Newsweeka nr 30/2016, 18-24.07.2016
sobota, 19 marca 2016
Fryzjer z Luli mahalla
Na
lutowe strzyżenie przyszła pora akurat w momencie, kiedy
wprowadziliśmy się do Luli mahalla, czyli tzw. (choć nie do końca
poprawnie) cygańskiego kwartału. Dzięki temu otrzymałem znakomitą
okazję do, po pierwsze – pozbycia się denerwującej szczeciny, a
po drugie – do zyskania kilku punktów wśród mieszkańców
mahalli. Bo w końcu inostraniec, a chodzi tam gdzie i my.
poniedziałek, 7 marca 2016
zielone złoto
Drogi w znakomitej kondycji, zadbana
okolica, szkoły, przedszkola, place zabaw i dostęp do
elektryczności. Tak wita nas indonezyjska prowincja Sorowako w
południowej części Sulawesi wraz z jej bajecznymi jeziorami
Matano, Towuti i Makalona. Od miejscowych dowiadujemy się, że
jeszcze w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zeszłego
stulecia, wszystko wyglądało zupełnie inaczej, a okolica była
dosłownie zapomniana przez świat.
środa, 10 lutego 2016
Mołodiec
Mołodiec.
W krajach, gdzie funkcjonuje język rosyjski, słyszymy to słowo
na każdym kroku. Bo jesteśmy
mołodcy, że jedziemy sami transsibem.
Bo jesteśmy mołodcy,
że chcemy się obszatsa
(zakumplować
się, pogadać). Bo jesteśmy
małżeństwem, czyli też mołodcy.
W niektórych krajach nieco dziwi, że już prawie pięć lat po
ślubie a wciąż jeździmy nie z dziećmi, a sami. Wystarczy jednak
dodać, że tuż po powrocie planujemy dzieciaki i zdziwienie znika.
Znowu jesteśmy mołodcy!
poniedziałek, 1 lutego 2016
Wbita na czekoladę
W
przeddzień wyjazdu z Ałmaty postanowiliśmy zwiedzić miejscową
fabrykę czekolady Rahat. Zamarzyły się nam degustacja a wraz z nią
pijalnia gęstej i gorącej czekolady.
Fabryka
mieści się naprzeciw Zielonego Bazaru, zajmując całą
powierzchnię pomiędzy ulicami Zhibek Zholu i Makataeva.
wtorek, 12 stycznia 2016
Ludzie prezydenta
Siódmy dzień grudnia niczym nie wyróżniał
się od dni go poprzedzających. Pogoda w Biszkeku wciąż sprzyjała
spacerom. Zima nieubłaganie zabierała się już za porządki po
swojej poprzedniczce, lecz zajmowała się tym bez większego
przekonania. O nieuniknionej zmianie pogody przypominały na razie
jedynie SMSy wysyłane przez operatora lokalnej sieci Megacom: w
dniach 09-11.12.2015 na drogach Biszkek-Osz (odcinek 121-138 kilometr
i 198-265 kilometr) oraz Karakol-Enilchek (odcinek 45-90 kilometr)
spodziewane są zejścia lawin. Prosimy o zachowanie ostrożności!
Dziesiątego dnia faktycznie Biszkek przykryła gruba warstwa białego
puchu. Możemy jedynie przypuszczać, co dzieje się na przełęczach
powyżej 2000 metrów.
piątek, 1 stycznia 2016
Bez telefonu nie istnieję
Nie wyjeżdżajcie z Polski na dłuższy
czas bez polskiego numeru telefonu. Do czego ten numer jest
potrzebny? Wydaje się, że do niczego. Bo przecież można kupić
sobie kartę SIM w kraju, po którym podróżujemy. Połączenia
będą tańsze i ułatwiony kontakt z CS, hostelami i w każdej innej
sytuacji, o której jeszcze nie myślimy. To wszystko nieważne. Na
długi wyjazd, bez względu na wszystko, polski numer też trzeba ze
sobą zabrać. Taki tok myślenia reprezentuje niestety większość
polskich i zagranicznych instytucji, z którymi od czasu do czasu trzeba się
awaryjnie
skontaktować.
czwartek, 10 grudnia 2015
Dziwadła azjatyckie czy dziwny turysta. cz. 6
26. Cheese słodkości
Cheese cake to w Azji
Południowo-Wschodniej oraz w Chinach przysmak, obok którego nikt
nie przejdzie obojętnie. To samo dotyczy ciastek z posypką serową
albo, na przykład, deseru w postaci bananów w polewie czekoladowej
i z posypką serową. W wielu przypadkach będzie to najzwyklejszy
ser żółty. W Dżakarcie zajadaliśmy się roladami serowymi, które
nasz kolega przywiózł specjalnie z Malezji. Kilka sztuk dla nas,
kilka dla znajomych i krewnych w Dżakarcie, a reszta dla rodziny z
Medanu na Sumatrze. Lodówka pękała w szwach przez długie
tygodnie. Rdzeń rolady stanowiły grube paski żółtego sera,
które, w połączeniu z warstwami słodkiego musu, ciastem i
czekoladą, pozwalały na wzięcie udziału w interesującym
eksperymencie kulinarnym.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Bariera językowa
W dzisiejszym świecie, czy tego
chcemy czy nie, wiele rzeczy się stapia, ujednolica, spłyca i
niweluje. Jest to proces do tego stopnia intensywny i powszechny, że
coś takiego jak bariera językowa przestaje istnieć, nawet na
antypodach. Język gestów, translatory w telefonie, wszechobecne i
często używane anglicyzmy oraz technologiczne gadżety ułatwiają
nam konwersacje do tego stopnia, że zawsze się jakoś
dogadamy. Bariera językowa zdaje się zanikać i kruszyć u podstaw.
Do momentu wjazdu do Chin.
wtorek, 10 listopada 2015
Autostopem do Chin vol 6. Lao Lao i koczowanie z Rosjanami w strefie przygranicznej
I po
Zaduszkach. 2 listopada. Do granicy pozostał krótki odcinek, więc
nie zrywaliśmy się z wygodnego łóżka. Dzień zaczęliśmy
dopiero po 10:00 rano, ale za to od razu z sukcesem. Na dwa pierwsze
stopy czekaliśmy po kilka minut. Na trzeci – kwadrans z hakiem.
Wszystko szło gładko a czas mieliśmy wyborny.
niedziela, 8 listopada 2015
Autostopem do Chin vol 5. Dlaczego warto pić z Chińczykami
01
listopada. Wystartowaliśmy bez pośpiechu. W końcu mamy
nieograniczony czas na podróż, więc nie ma co przesadzać ze
zrywaniem się o brzasku. Wyszliśmy na drogę około 9:00 rano.
Postaliśmy około 40 minut. Tyłki uratowała nam paka ciężarówki,
której kierowca podrzucił nas do kolejnej wsi. Odcinek krótki, ale
bardzo budujący, gdyż przejechaliśmy dalej niż w ciągu 5 godzin
pierwszego dnia! :)
sobota, 7 listopada 2015
Autostopem do Chin vol 4. Najkrótszy dystans dzienny ever i wódka z Chińczykami
28
października. Centrum Wientian szybko pokonaliśmy tuk tukiem i
równie szybko znaleźliśmy miejsce do autostopu na głównej drodze
13N tuż za skrętem na lotnisko. Mogłoby się wydawać, że
punkt bardziej niż znakomity. Centrum i lotnisko mieliśmy za plecami.
Przed nami już tylko droga na północ i zero węzłów drogowych.
Do tego skrawek cienia i pojazdy, które mogły już tylko wyjeżdżać
z miasta. Odpadały nieporozumienia w stylu, czy chcemy jechać na
dworzec autobusowy albo na lotnisko, albo do hotelu. To wszystko dawno
już minęliśmy tuk tukiem. Jednakże, mimo zajęcia tak dogodnej i
korzystnej przy autostopie pozycji, Wientian dał się nam tego dnia
we znaki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Garść publikacji naszych i o nas
- etnologia.pl - Luang Prabang. Mnisi - specjalność zakładu
- etnologia.pl - O Karczebach Adama Pańczuka
- etnologia.pl - Recenzja książki Zygmunta Baumana: Straty uboczne
- etnologia.pl - Zapiski naddniestrzańskie
- etnosystem.pl - Agrafka i Sznurek na tropie Cyganów
- etnosystem.pl - Fuczka, czyli evening snack z Bangladeszu
- etnosystem.pl - Kluski przez most
- etnosystem.pl - Laotańskie bombies
- etnosystem.pl - Tunele Cu Chi. Wietnam
- Kocie Sprawy - Borneo. Kot najlepiej poinformowany
- Kocie Sprawy - Klara z Matraman
- Kocie Sprawy - Malezyjskie Purrfect Cat Cafe
- Magazyn Parabuch - Armia. Marzenie nieulotne
- Magazyn Parabuch - Azjatycki street food
- Magazyn Parabuch - Go-jek, czyli Indonezja na skuterze
- Magazyn Parabuch - Kobiety z tatuażami za 27 dolarów
- Magazyn Parabuch - Podróż to spotkanie z innnym
- Magazyn Parabuch - This is Vietnam
- Mandragon.pl - Łodzią po Jeziorze Inle
- Medycyna i pasje - Basowiszcza
- Medycyna i pasje - Festiwal Etno Kraków
- Medycyna i pasje - Recenzja książki: Cyganie. Spotkania z nielubianym narodem
- Medycyna i pasje. Recenzja książki Adrzeja Stasiuka: Życie to jednak strata jest
- Medycyna i pasje - Zofia Rydet w MSN. Recenzja wystawy
- monoloco.pl - Agrafka i sznurek. (Etno)wyprawa Doroty i Bartka
- monoloco.pl - Chińska prowincja, czyli skaczące tygrysy i domki twierdze
- monoloco.pl - Kolej transsyberyjska
- monoloco.pl - Poradnik taniego podróżowania po Birmie
- monoloco.pl - Singapur z małym budżetem
- Planeta Młodych - Agrafka i Sznurek
- Projektor - kielecki magazyn kulturalny (marzec-kwiecień 2018) / Metaloplastyczna gra, s.24-25
- Projektor - kielecki magazyn kulturalny (styczeń-luty 2018) / Między egzotycznym mitem a brutalnym naturalizmem (Wizerunek Romów w produkcjach filmowych), s. 32-33, DNB
- Projektor - kielecki magazyn kulturalny (listopad-grudzień 2017) / Voyeuryzm i mroczne inspiracje (recenzja serialu The Fall), s. 22-23, DNB
- Projektor - kielecki magazyn kulturalny (maj-czerwiec 2017) / Muzeum w Vence, s.16-17, DNB
- Projektor - kielecki magazyn kulturalny (marzec-kwiecień 2017) / Kirgiz zszedł z konia?, s.14-15; DNB
- Projektor - kielecki magazyn kulturalny (styczeń-luty 2017) / Co mówi moje ubranie? (Antropologia mody), s.3-5
- Zwierciadlo.pl - Herbata pu-erh - czarna czy czerwona?