Chittagong, hotel EDEN
Nazwa nigdy nie była tak
myląca. Był to typowy okołodworcowy hotelik z podejrzanymi typkami włóczącymi
się po schodach i z niezmienianą pościelą. Pokój miał kosztować 600 taka, w końcu
recepcjonista zgodził się na 500, ale za pokój bez telewizora. Zapłaciliśmy więc
500, a boy hotelowy, odprowadzając nas do pokoju, zabrał po prostu odbiornik. W pokoju
nie było za bardzo okien – były za to podejrzane dziury w ścianach i równie
podejrzane plamy na prześcieradle. W łazience natomiast odkryliśmy zużytą
prezerwatywę w wiadrze. Po prostu RAJ ;)