niedziela, 15 października 2017

Pieregońszczyki vol. 3



Po powrocie do Polski zacząłem odrobinę pomagać tadżyckim i kirgiskim znajomym przy zorganizowaniu spotkań kupna-sprzedaży, bo nie zawsze potrafili wszystko samodzielnie ogarnąć bez znajomości języka polskiego. Moment kulminacyjny przypadł na październik, bo była to dosłownie ostatnia chwila na zorganizowanie samochodu i szybki przejazd z powrotem do kraju. Od listopada pogoda jest już kapryśna i przełęcze na drodze Chodżent – Duszanbe czy Biszkek – Osz (nie wspominając już o drodze na trasie Biszkek – Talas, Dżalalabad – Karakol przez Naryń czy Duszanbe – Chorog) naprawdę potrafią być niebezpieczne. Ponowny ruch po samochody z Europy zaczyna się jakoś po Navruzie (Nowym Roku), czyli na przełomie marca i kwietnia, kiedy zmniejsza się zagrożenie zejścia lawiny błotnej lub osunięcia głazów w wyższych partiach gór. Z tego też powodu, po kilkumiesięcznej przerwie, nasi znajomi powrócili do tematów związanych z kupnem samochodów w Polsce właśnie pod koniec marca 2017 roku. 

Jak wygląda skup pojazdów z polskich dróg? Województwo nie ma żadnego znaczenia. Moi znajomi często organizowali sobie bazę gdzieś na Litwie, niedaleko polskiej granicy i przeczesywali polski Internet w poszukiwaniu tych najlepszych 20letnich perełek. Umowę kupna-sprzedaży spisywali na firmy zarejestrowane na Litwie. Jak już znaleźli interesujące pojazdy, dzwoniłem do właściciela, aby podpytać o jakieś detale w stylu czy na pewno nie bity i czy cena do negocjacji. 

Problem stanowił wygląd chłopaków. Kto był na Wschodzie ten wie jak wygląda taki zwyczajny mużyk. Ujmę to tak – w  pierwszej chwili nie wzbudza pełnego zaufania. Bo na ciemno ubrany, bo coś kombinuje, bo patrzy spode łba, bo się nie uśmiecha, bo dużo pyta (szczególnie o zarobki w Europie i ceny samochodów dostawczych) a mało mówi o sobie, bo generalnie w naszym wyobrażeniu wygląda jak typ spod ciemnej gwiazdy itd. Te stereotypy i wyssane z palca uprzedzenia nie pomagają. Nie pomaga też znaczny napływ imigrantów w ostatnich 5 latach oraz praca mediów i polityków wokół tego tematu, ale to jedynie moja prywatna opinia. 

Zdarzyło mi się nagrać samochód np. na słupskiej czy olsztyńskiej prowincji. Chłopaki przyjechali z lawetą, a rodzina do mnie dzwoni, żeby sobie poszli, bo oni jacyś tacy czerniawi i się po prostu boją wyjść za płot. To zapytałem się wprost czy kolor skóry ma dla nich znaczenie przy sprzedaży samochodu. Trochę się zmieszali, bo w końcu Polacy to z rasistami nic wspólnego nie mają, ale zdania nie zmienili i chłopaki dymali z powrotem na pusto. 

Zawsze próbowałem też dogadać się na rezerwację dla moich chłopaków. Ta rezerwacja jest naprawdę istotna bo ruch w interesie jest spory. Zdarzyło się, że chłopaki śmigali 400 km po nagrany samochód, a ten zdążył się w między czasie sprzedać, bo np. ktoś z Białorusi albo Ukrainiec nas uprzedził. Często właściciele mówili wprost, że jesteśmy trzeci w kolejce, więc niczego nie może gwarantować, bo ktoś tam już spod wschodniej granicy jedzie oglądać.


Tak, tak – niemiecki szrot z Polski to wciąż gorący towar! Generalnie rzecz ujmując, wszystko co niemieckie schodzi jak ciepłe bułeczki. W tym miejscu należy jednak podkreślić, że mniej skupuje się BMW (mam na myśli tylko Kirgistan i Tadżykistan, gdzie faktycznie ta marka ma najmniejszy udział w tworzeniu korków i smogu na lokalnych drogach). Kilku panów powiedziało mi wprost, że BMW są „zbyt miękkie” oraz, że się gotują (szczególnie latem). 
Dobry towar dla wschodniego odbiorcy
Mniów. Bazar pod Kielcami. Dobry towar dla wschodniego odbiorcy.

Kwestia przegrzewania się silników jest bardzo istotna, bo trudno się tutaj nie otrzeć o górskie drogi i przełęcze na znacznych wysokościach (a kupować samochód tylko do jazdy po mieście to bzdura, bo każdy ma krewnych porozrzucanych po najdalszych zakątkach kraju), a zatem wyjazdy na wesela, pogrzeby i inne spędy rodzinne są zazwyczaj liczne. Poza tym części zamienne, których jest tutaj mniej niż do Mercedesów, VW, Audi i Opla. Szczególnie VW, Audi i Opel są wygodne w użytkowaniu, bo na każdym straganie samochodowym znajdziemy części zamienne. Do Opla to nawet pasują części od Daewoo, co nieoczekiwanie sprawdziliśmy podczas remontu silnika w naszej księżniczce Vectrze z 1991 roku 😊 Nie wykluczone, że z Audi i VW jest podobnie.

2016. Południowy Kirgistan. Droga pomiędzy Uzgienem a Dżalalabadem. Na ten model nikt złego słowa nie powie.

2016. Północny Kirgistan. Droga Biszkek - Bałykczy nad Issyk-Kulem. Po remoncie silnika opel dawał radę.
 
Vectra A 1991. Niemcy przeczyszczone a na Wschód od niemieckiej granicy cały czas sporo tego szrotu jeździ.
Wrzesień 2016. Kirgistan. Niemieckim szrotem na lokalnych blachach po drogach nad Issyk-Kulem.


poniedziałek, 9 października 2017

Pieregońszczyki vol. 2



Azja Centralna. W jakimś sensie zawdzięczamy jej lepsze zdrowie, bo to dzięki niej Europa Zachodnia jest czystsza. Cały szrot szerokim potokiem i wieloma kanałami wyjeżdża właśnie w te zakątki Azji. Japonia też jest czystsza. Bo graty trafiają na mongolski step. Bo dosłownie rozlewają się po bezkresnej Syberii, wypierając nieubłaganie niezawodne w tamtejszych warunkach wołgi i łady. Japuszki zalewają również Kotlinę Fergańską, gdzie cieszą się uznaniem i rosnącym popytem. A później cały ten złom wyjeżdża w kontenerach do Państwa Środka, które już dobrze wie, jak wykorzystać owe surowce wtórne dla dobra własnej gospodarki.

środa, 4 października 2017

Pieregońszczyki vol. 1


Wysłużone naczepy polskich przewoźników, ciągniki siodłowe, samochody dostawcze, a także kilkunastoletnie vany i osobówki z niemieckim rodowodem – wszystkie w Azji Centralnej przeżywąją swoją trzecią młodość. Trzecią, bo drugą przeżyły już wcześniej w Polsce albo krajach nadbałtyckich, ściągnięte z Zachodu zaraz po rozszerzeniu Unii Europejskiej o nowych członków w 2004 roku. Kilkuletnie Mercedesy, BMW, Ople i VW przewożono na potęgę od zachodniego sąsiada i rejestrowano na terytorium RP, gdzie owe pojazdy mogły przez kolejne kilka-kilkanaście lat cieszyć się polskimi krajobrazami. Zresztą jest tak cały czas.

poniedziałek, 29 maja 2017

KAPURUNG – smak południowego Sulawesi



Kapurung to tradycyjna zupa, charakterystyczna dla południowego Sulawesi w Indonezji (Celebes). Zupa występuje w restauracjach i barach od Makasar po Pare-Pare i Palopo, zachwycając niepowtarzalnym smakiem. Kapurung może nieco przypominać papedę, która jest popularnym daniem na Papui i Molukach. Na niektórych wysepkach, o czym można dowiedzieć się z blogów kulinarnych lokalsów, kapurung występuje również w formie drugiego dania, czyli ryżu z dodatkami lub samych dodatków na talerzu. My skupiamy się na zupie, bo ta podbiła nasze podniebienia.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Płow po cygańsku

Dwa słowa o naszej centralnoazjatyckiej diecie, dzięki której już w ciągu pierwszych tygodni odrobiliśmy kilogramy, utracone przez wcześniejsze półtora roku podróży. Kirgistan i Tadżykistan, które to państwa mieliśmy przyjemność poznać zdecydowanie lepiej i w szerszym kontekście społeczno-kultorowym, były przygodą w oparach baraniej samsy i smakach domowego płowu. Szczególnie tego ostatniego nawcinaliśmy się w dziesiątkach kilogramów. To płow otworzył też liczne drzwi w trakcie naszych badań wokół społeczności Luli pod kirgiskim Oszem, w Chodżencie nad Syrdarią i na przedmieściach tadżyckiej stolicy - Duszanbe. Te dwa słowa należą mu się zatem jak psu buda. 

poniedziałek, 27 lutego 2017

Pies w pięciu smakach

Oburzamy się, słysząc, że w innych krajach ludzie zdolni są do zabicia pieseczka, sprawnego pocięcia go szybkim ruchem tasaka i obojętnego wrzucenia do woka albo na ruszt. Nasz zachodni kod kulturowy piętnuje to i surowo potępia. Piesek jest w końcu do zabawy i do pilnowania domu, jest niezastąpionym towarzyszem podczas długich letnich spacerów i pobudza w nas pozytywną energię. Piesek jest jak członek rodziny! Chińczycy i Wietnamczycy mają więc u nas przechlapane. Zresztą nie tylko oni.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zachodni sztynk w kirgiskich dormitoriach



Sezon wakacyjny w Kirgistanie zaczyna się mniej więcej od czerwca i kończy wraz z sierpniem, kiedy uczniowie wracają na szkolne zajęcia. Zagraniczni turyści wydłużają go nieznacznie do końcowych dni września, a czasem i do pierwszych dni października. Zimowy Kirgistan odkrywają głównie turyści z Rosji i sąsiedniego Kazachstanu. Mieszkańcy Europy Zachodniej mają znacznie bliżej do alpejskich kurortów, więc promocja Karakola czy Arslanbobu z reklamą typu „Szwajcaria Kirgistanu” nie jest wystarczającą zachętą do wizyty. Widoki te same, a odległość i koszt przelotu robi jednak swoje. Sezon zimowy ma jednak tę przewagę, że miejscowe hostele są zdecydowanie mniej zatłoczone i nie śmierdzą…

sobota, 7 stycznia 2017

Przejmująca cisza na arenie kogutów




Inspirującym wstępem do tajemniczego, ale jakże i wciągającego świata walk kogutów może być esej amerykańskiego antropologa Clifforda Geertza Deep play: notes on the Balinese cockfight. Autor artykułu zawęził, co prawda, pole badawcze do balijskich walk kogutów, nie zmienia to jednak faktu, że dawka wiedzy, jaką z owych obserwacji możecie wyciągnąć, pozwoli wam już na wstępie zminimalizować początkową odrazę wobec krwawych igrzysk. I nie chodzi w tym miejscu o wasze zobojętnienie na krzywdę i śmierć dziesiątków walecznych gladiatorów. A na podobne ilości kurzych trupów należy nastawić się przy każdej z imprez masowych tego typu. Poprzez własne analizy, autor jedynie wyczula nas na rzeczywistość zakątka odległego o tysiące kilometrów od zachodnich standardów. A należy mieć na uwadze, że walki kogutów to aktywność bardzo popularna w wielu miejscach świata i będą nam one towarzyszyć nie tylko na indonezyjskim Bali.


środa, 21 grudnia 2016

Kielce czarują już po dwóch kwadransach



Mamy 21 dzień grudnia. Kielce myślami zasiadają już przy wigilijnym stole. Doskonale potwierdzają to wizyty w salonach fryzjerskich, gdzie najbliższe terminy na ścięcie czupryny proponowano dopiero po 26 grudnia. Świąteczna atmosfera nie opuszczała też wczoraj bazaru przy ulicy Seminaryjskiej, przed którym – we wtorkowy dzień handlowy – roiło się od przechodniów z choinkami pod pachą i pękiem jemioły w garści. Pomiędzy stoiskami handlowców końca nie było mierzeniu ciuchów i zachwalaniom suszonych owoców, miodów, olejów roślinnych w buteleczkach po „małpkach” i innych domowych wyrobów. Niby koniec roku, zima, ale w powietrzu królował dzisiaj marzec, i z tym większą przyjemnością wybraliśmy się do centrum miasta. Dorota miała kilka spraw na głowie, a mnie pozostał spacer. Rozdzieliliśmy się na 40 minut. I tyle czasu wystarczyło Kielcom, żeby nawet w najmniej korzystnej porze roku oczarować mnie po raz kolejny.

czwartek, 1 grudnia 2016

Esencja slow

Jeszcze przed naszym sierpniowym powrotem do Kirgistanu, otrzymaliśmy telefon od dziennikarza z Newsweeka z prośbą o krótki wywiad. Interesował go temat slow turystyki, "bo w końcu reprezentujemy tę formę podróżowania". I w ten oto sposób dotarło do nas, że forma, jaką samoistnie przybrała nasza podróż, taka normalna i bez zadęcia, to właśnie jest slow

piątek, 18 listopada 2016

Nieśmiertelny Pułk



Od kilku lat obchody kolejnych rocznic zakończenia Wojny Ojczyźnianej (1941-1945) dodatkowo podkreśla symboliczny i uroczysty przemarsz tzw. nieśmiertelnego pułku (ros. бессмертный полк). Za pomysłodawcę marszu uważany jest mieszkaniec Tiumienia, Gennadij Iwanow Kiryłłowicz, przewodniczący Związku Weteranów Batalionu Policji Obwodu Tiumeńskiego (ros. Совет ветеранов батальона полиции по Тюменской области). Według źródeł to on w przeddzień obchodów rocznicowych w 2007 roku miał sen, w którym to maszerował razem z krewnymi przez jeden z placów, wznosząc czarno-białe fotografie weteranów.

piątek, 11 listopada 2016

Galeria handlowa

Galerie handlowe w dużych azjatyckich metropoliach to coś więcej niż przestrzeń handlowa czy szeroki asortyment dóbr i towarów dla tych bogatszych klientów. Tutejsze galerie to coś więcej, niż oferta namiastki kulturalnej w postaci kina z popcornem w europejskiej cenie i coś więcej, niż weekendowy wypad z domu, z braku lepszego pomysłu wynikający. Galerie handlowe to enklawy luksusu. Galerie to oferta upragnionej ucieczki. Ucieczki przed dokuczliwym upałem, przed hałasem, przed brudem. To ucieczka przed niedoskonałościami infrastruktury drogowej i organizacji ruchu, to ucieczka przed przygnębiającą i przytłaczającą zabudową przestrzenną własnego miasta. Dla niektórych to też możliwość wskoczenia na chwilę do tego lepszego (luksusowego) świata.


poniedziałek, 17 października 2016

Jak sprzedać samochód w Kirgistanie. Epilog

Sprzedana! Biuro notariusza opuszczaliśmy z lżejszym sercem. Vectra powędrowała w nowe ręce 28 września, czyli na dwa dni przed naszym planowanym powrotem do Polski. Teraz, z zastrzykiem gotówki w kieszeni, mogliśmy już bez przeszkód zaplanować wycieczkę na największe targowisko w Kirgistanie, a prawdopodobnie również największe w całej Azji Centralnej, bazar Dordoy. 

piątek, 7 października 2016

Jak sprzedać samochód w Kirgistanie

W Oszu opli pełno. Nad Issyk-kulem jakoś ich nie widać. Miejscowi mówią, że opel nie daje sobie rady z warunkami drogowymi na północy. Chociaż na południu drogi też są do dupy. Na Issyk-kulem królują tzw. japuszki, czyli samochody japońskie (przeważa toyota i honda) oraz marki niemieckie, głównie audi, volkswagen i mercedes (w tej kolejności). Podróżując po Kirgistanie, usłyszymy wiele teorii na temat tych najlepszych jakościowo pojazdów. Te opinie często są sprzeczne. A po wysłuchaniu teorii kilkunastu-kilkudziesięciu kierowców jesteśmy w 100% przekonani, że najlepsze rozwiązanie przynosi zaufanie własnej intuicji.

wtorek, 27 września 2016

Własną furą po Kirgistanie ciąg dalszy kontynuacji ciągu dalszego

Przełęcze pokonaliśmy dość sprawnie. Ciemności złapały nas dopiero w połowie zjazdu, już po najgorszych serpentynach. Jazda z prawie sprawnymi hamulcami zrobiła jednak swoje. Wyłaziło z nas zmęczenie. Do tego wszechobecny kurz i ta drażniąca skłonność kirgiskich kierowców do jazdy na włączonych długich światłach! Z przyjemnością przywitaliśmy bramki kontrolne (na trasie Osz – Biszkek znajdziemy dwa punkty z bramkami jak na autostradach). To punkty opłat (wysokość opłaty zależy od rejestracji samochodu. Jeśli samochód zarejestrowany został w Kirgistanie, płacimy mniej, jeśli samochód ma rejestrację zagraniczną – płacimy więcej. My jeździmy na blachach lokalnych, więc na bramkach potraktowano nas jak miejscowych). I teraz tak: nie zgubmy potwierdzenia uiszczenia opłaty, które otrzymaliśmy przy bramkach. Trzeba ten kwitek okazać przy bramkach wyjazdowych. Jeśli go zgubimy, zażądają od nas ponownego uiszczenia opłaty za przejazd całego odcinka. Rzecz jasna, zdarzają się wyjątki, co też miało miejsce w naszym przypadku, bo zdążyliśmy gdzieś posiać nasz paragon. Dorota bardzo poprosiła pana kontrolera o niepobieranie ponownej opłaty i ten otworzył bramki. Kochany!


czwartek, 22 września 2016

Własną furą po Kirgistanie kontynuacja ciągu dalszego

Jak tylko zrobiła się poranna szarówka (pod koniec sierpnia słońce w Dżalalabadzie zaznacza swoją obecność jakoś po 6:00 rano), spakowaliśmy manatki i z wałem korbowym i jego nowym korpusem pod pachą wyskoczyliśmy na sprawdzone miejsce do łapania autostopu. Lecz, zanim tam dotarliśmy, podjechał do nas młody chłopak, pytając gdzie jedziemy. Chciał 1.000 somów za naszą dwójkę (jechaliśmy do Toktogula, czyli 300 km), my zaproponowaliśmy 500 somów i stanęło na naszym. W końcu facetowi i tak było po drodze, a nam zależało na dostarczeniu części przed południem. Po 12:00 zaczyna się tutaj przerwa obiadowa i istniało realne zagrożenie, że naprawa opla przeciągnie się do późnego popołudnia a wtedy musielibyśmy gdzieś po drodze kiblować kolejną noc. Przejazd nocny po przełęczach odpadał, bo zdawaliśmy sobie sprawę z własnej niemocy w przypadku ewentualnych „humorków” samochodu. Tam na górze, z masterem – mechanikiem nie będzie już tak lekko. 

piątek, 16 września 2016

Własną furą po Kirgistanie ciąg dalszy

Udało się nam dojechać na parking czajchany (czyli takiej centralnoazjatyckiej jadłodajni) jakieś 50 kilometrów przed Toktogulem. Udało się to wyjątkowo dobre słowo, bo zdążyliśmy podjechać pod jedno wzniesienie a już przy zjeździe zapaliły się dwie czerwone kontrolki i jedna żółta, po czym silnik momentalnie przestał działać. Szczęśliwie, jakiś kilometr wcześniej warsztat prowadził jeden mechanik samochodowy. Po krótkich objaśnieniach sytuacji, podholował nas do siebie i zabrał się do otwierania maski.

środa, 14 września 2016

Własną furą po Kirgistanie

Papierkowe formalności załatwione. Bagażnik spakowany. Można ruszać! I tak wyruszyliśmy w naszą dziewiczą podróż po Kirgistanie własnym samochodem. Pierwszy odcinek Osz – Cholpon-Ata (nad jeziorem Issyk-kul) przez Biszkek (około 1000 kilometrów), miał być lajtowym przeżyciem. W końcu wszystkie przełęcze z ich ostrymi podjazdami i równie ostrymi zjazdami oraz serpentynami opisaliśmy na swojej aplikacji maps.me już w grudniu 2015 i aktualizowaliśmy w kwietniu 2016. Co jak co, ale tę drogę znamy jak własną kieszeń. Poza tym jest teraz koniec lata. Zamiast śniegu i lodu przełęcze pokrywa trawa o wielu odcieniach i twarzach. Wicher niby dalej wieje, ale na przełomie sierpnia i września jakoś nam nie przeszkadza. Wszędzie pasą się krowy, owce no i, rzecz jasna, stada koni. Na trasie z Osza do Biszkeku prym w tym względzie wiedzie Dolina Suusamyr, która do kwietnia włącznie stanowiła kompletne pustkowie – w grudniu całkowicie biała, a w kwietniu nabierająca nieco zieleni. Teraz pod koniec sierpnia poznaliśmy jej komercyjne oblicze. Kumys i kurut o różnej wielkości kolejno wylewają się i wysypują z tutejszych kramików i przyjurtowych straganików. Specyficzny charakter droga zyskuje również dzięki dziesiątkom jurt, po których zimą najmniejszy ślad nie zostaje. Tylko jakieś szkielety gdzieniegdzie lub rozklekotany barak. Letni przejazd z Osza do Biszkeku powinien stanowić przyjemność dla zdrowia (patrz kumys i kurut) i przyjemność dla ducha (patrz klimatyczne widoczki na przełęczach, wschody i zachody słońca etc).


wtorek, 6 września 2016

Jak kupuje się samochód w Kirgistanie. vol.2

Zakup samochodu od miejscowego w Kirgistanie nie jest niczym skomplikowanym. Dobrze jest, oczywiście, znać język rosyjski w stopniu komunikatywnym. Co nie zmienia faktu, że nawet bez znajomości języka rosyjskiego samochód damy radę kupić bez pomocnika/pośrednika. Po prostu przegramy w negocjacjach cenowych i zapłacimy więcej. Większego bólu nie ma. 

niedziela, 4 września 2016

Jak kupuje się samochód w Kirgistanie vol.1

Jeśli interesuje nas eksploracja Kirgistanu własnym samochodem, można odwiedzić tutejsze giełdy samochodowe w celu nabycia odpowiedniego środka transportu. Najlepiej samochód kupić w Biszkeku (gdzie wybór jest większy a ceny nieco niższe) i potem próbować sprzedać go w Oszu (gdzie pomimo widocznego nadmiaru samochodów na drogach popyt na dwuślady wcale nie maleje, a sprzedając samochód mamy szansę na uzyskanie wyższej ceny). Konferencja w Oszu, która sprawiła, że zawitaliśmy w Kirgistanie, wymusiła na nas zupełnie odwrotne działanie. Z tego powodu zaczęliśmy odwiedzać giełdę w Oszu w poszukiwaniu tego najlepszego pojazdu do 1.000 USD (ok. 68.500 somów), bo taką granicę sobie założyliśmy. Giełda samochodowa znajduje się pod Oszem, przy trasie w stronę Aravania. Dojedziemy tam z okolic centrum marszrutką 128 (jedzie ulicą Masalyeva). Oprócz tego dowiozą nas tam marszrutki kursujące na trasie Osz – Aravan. Należy pytać się o avto rynok, czyli właśnie giełdę samochodową. Wszyscy panowie będą wiedzieć, o które miejsce chodzi.